Przeskocz do treści

Kiedy go po raz pierwszy zobaczyłem, wyglądał zaledwie ponad poziom gruntu: betonowy, prostokątny murek przy płocie, pod drzewami. W jego obramowaniu zbierała się woda. Deszczówka? A może biło tam źródełko i zostało obetonowane? W trakcie odkopywania1)↓ okazało się, że został zasypany potłuczonym eternitem, cegłami i kamieniem; czym głębiej tym bardziej wszystko zatopione było w zgniłej, beztlenowej mazi; czyżby to było szambo? Miało betonowe dno, a po wyszorowaniu miotłą, wyglądało jak przyzwoity grobowiec 🙂 Teraz pływają w nim rybki: złoty karpik koi i czerwony karaś, a po powierzchni roślinki: rozetkowe pistie i żółty nenufar. Przydałby się lotos.
 Ten zbiornik od początku był prawdopodobnie zaplanowany na wodę, której w ogrodzie brakuje2)↓. W okolicy nie ma studni, a wodociąg też nie jest rozwiązaniem. Woda z kranu kosztuje, a w czasie długotrwałej suszy, może zostać zakręcona. Dlatego zawczasu warto pomyśleć o systemie retencji i jeśli jest w ogrodzie kawałek daszku, założyć na niego rynnę, a pod nią podstawić beczkę. Czytaj dalej... "Baptysterium bogomiłów i sztuka noszenia wody"

Przypisy   [ + ]

1. zaczęła Monika z córkami, potem pomogli Andrzej i Michał, i Dominika z chłopakiem... Najgorszą, ale najbardziej satysfakcjonującą pracę na koniec wykonałem sam.
2. ogród ma już prawie sto lat, powstał przy okazji budowy przedszkola na Krzemionkach w latach dwudziestych zeszłego wieku